DOBRY WE MNIE DIABEŁ

ZB 2 | 11.01.2016 | Środek życia | Marcin Hałaś

Dobry we mnie diabeł

Recital Moniki Szomko. „Dobry we mnie diabeł” to tytuł recitalu młodej bytomskiej aktorki Moniki Szomko. Jego premiera odbyła się tuż przed sylwestrem w katowickim Teatrze Bez Sceny.

Monika Szomko swoją przyszłość postanowiła związać z aktorstwem już w czasie nauki w Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Smolenia. Właśnie wówczas zaczęła regularnie uczęszczać na warsztaty organizowane w ramach Feriady Artystycznej w Bytomskim Centrum Kultury oraz na zajęcia grup teatralnych działających w BCK. Dzisiaj jest absolwentką Studium Aktorskiego przy Teatrze Śląskim w Katowicach. Dwa lata temu zdała przed Komisją Egzaminacyjną Związku Artystów Scen Polskich eksternistyczny

egzamin zawodowy.

W ostatnich latach zagrała w kilku przedstawieniach – m.in. „Komedii teatralnej” w Teatrze Śląskim, „Zimie pod stołem” w Teatrze Rawa oraz spektaklu „Ciemno. Jasno. Cień” w Teatrze Bez Sceny w Katowicach. Z kolei w rodzinnym Bytomiu Monika Szomko występowała w czasie poranków „Salonu poezji i muzyki Anny Dymnej”. Od pewnego czasu dojrzewał w niej pomysł przygotowania samodzielnego recitalu piosenki poetyckiej. – Właściwie śpiewanie było ze mną od zawsze – opowiada Monika Szomko.– Jeszcze, kiedy brałam udział w zajęciach w Bytomskim Centrum Kultury, fascynacjąpiosenką poetycką zaraził mnie Wiesław Ciecieręga. Wtedy też „podglądałam” to, co robiła Mirka Żak, która była dla mnie autorytetem. W końcu doszłam do wniosku, że od tamtego czasu już trochę „urosłam” i być może mogłabym się sama zmierzyć

z przygotowaniem recitalu autorskiego.

Do współpracy w przygotowaniu recitalu Monika Szomko zaprosiła Wojciecha Sanockiego, który opracował muzycznie program i akompaniował aktorce w czasie występu. Z kolei konsultacji wokalnych udzielała jej Katarzyna Haras-Kruczek. Cały spektakl zaś reżysersko „ustawił” wybitny aktor Teatru Śląskiego Jerzy Głybin. Jednak nie tylko przygotowania artystyczne pochłonęły dużo pracy i czasu. Wysiłku wymagało również zdobycie środków na wyprodukowanie spektaklu. – Wysłałam ze 100 maili do różnych firm z propozycją objęcia przedsięwzięcia mecenatem – wspomina aktorka. – I nie otrzymałam ani jednej pozytywnej odpowiedzi. W końcu – jak często bywa w podobnych przypadkach – udało się uzyskać wsparcie ze środków publicznych. Grant przyznała Instytucja Kultury Katowice Miasto Ogrodów, zaś partnerami projektu było

Katowickie Towarzystwo Operowe oraz Teatr Bez Sceny.

„Dobry we mnie diabeł” to w jakimś sensie poetycka opowieść o miłości – pogodna i opowiedziana bez poważnego „zadęcia”. Monika Szomko wybrała piosenki znane i „osłuchane” z repertuaru m.in. Katarzyny Groniec, Grzegorza Turnaua i Anity Lipnickiej. Wśród nich tak nieśmiertelne standardy poezji śpiewanej jak „Oczy tej małej” Agnieszki Osieckiej czy „Życie to nie teatr” Edwarda Stachury. Swój recital śpiewa delikatnie, kameralnie, często „wpasowując się” w znany już klimat piosenek. W kilku pokazuje jednak swój własny „pazur” – jak w otwierającej recital „Komediantce” czy piosence „Jeszcze się wszystko da odkręcić”, którą zaśpiewała w sposób liryczny i żartobliwyzarazem.

 

Źródło: http://zyciebytomskie.pl/index.php/ZB/arch_art/dobry-we-mnie-diabe

 


Świeżość na salonie

Trójka mistrzów pióra w pigułce, podana bez cienia sztampy, rutyny, z młodzieńczym zaangażowaniem i wdziękiem. Takich Salonów Poezji chciałoby się w Nowym Targu jak najwięcej.

„Każda z tych piosenek jest na swój sposób dla mnie ważna, każda towarzyszyła mi w różnych etapach życia” – mówiła o swoim niedzielnym repertuarze Monika Szomko.
Młoda – rocznik 90 – aktorka przyjechała do nowotarskiego ratusza z piosenkami Osieckiej, Stachury i Brela.

Szomko – związana głównie z teatrami na Śląsku – dopiero 4 lata temu zakończyła swoją studencką edukację. Gra m.in. w Teatrze Śląskim im. Wyspiańskiego w Katowicach, Teatrze Bez Sceny Andrzeja Dopierały, Teatrze Rawa i Teatrze Czwarta Scena, ma też za sobą role na scenach krakowskich i warszawskich, a także epizody w serialach „M jak miłość”, „Klan” i „Na Wspólnej”.

To, co jednak wydaje się lubić najbardziej, to piosenka aktorska. 2 lata temu ze swoim autorskim programem „Dobry we mnie diabeł” występowała w Teatrze Bez Sceny w Katowicach, rok później w konkursie literackim XX Turnieju Jednego Wiersza w Bytomiu zdobyła nagrodę główną – statuetkę „Bytomskiego Pióra”, sześciokrotnie gościła też na Krakowskim Salonie Poezji i Muzyki Anny Dymnej w Operze Śląskiej.
I te właśnie wokalno-aktorskie umiejętności – przy akompaniamencie Wojciecha Sanockiego – kompozytora, aranżera i producenta – zaprezentowała w niedzielę przed publicznością.

A zaprezentowała z taką świeżością i takim zaangażowaniem, że nikt nie zwątpił w słowa o osobistej wadze tego repertuaru dla młodej artystki.
Oprócz piosenek doskonale znanych – „Oczy tej małej” Osieckiej, „Życie to nie teatr” Stachury czy „Tak jest” Brela program wypełniły też wiersze, jedne nieznane zupełnie, inne – wracające po latach niepamięci. I fragmenty listów Steda do Danki Pawłowskiej – korespondencji tworzącej najbardziej szczegółową biografię Stachury z ostatnich lat jego 42-letniego życia, zakończonego w 1979 roku samobójstwem.

Starsza od aktorki o jedno pokolenie publiczność wychodziła z ratusza zachwycona, troszkę gorzej było z tymi, których od artystki dzieli bariera dwupokoleniowa. W szatni padł nawet głos – na szczęście tylko jeden – o strofach nieprzystających do „świętej niedzieli”. Ale przecież „Banita” Sted czy belgijski bard – libertyn Brel to nie ksiądz Twardowski, i o tym na co się wybieramy, powinniśmy myśleć zawczasu. No, chyba że nie potrafimy oprzeć się smakowi pysznej, zawsze świeżej, darmowej kremówki od zawsze podczas ratuszowych salonów serwowanej ich gościom.

Piotr Dobosz
Tygodnik Podhalański 23.11.2017

Reklamy